piątek, 2 czerwca 2017

38 tygodniowa podróż będąc ciężarówką, a powrót do formy.

Przed ciążą byłam bardzo aktywna fizycznie, dbałam o to żeby codziennie być na siłowni. Myślałam o tym co jem i z dumą obserwowałam swoje ciało, jak się zmienia, jak praca nad nim, treningi dają efekty. Nie byłam całkowicie sfiksowana na tym punkcie, miałam ochotę na pizze w weekend to ją jadłam,wiedziałam że po prostu na tygodniu popracuję ciężej niż zwykle, żeby było 1:1.

I tak nadszedł maj i dwie kreski na teście, całkowicie zaniechałam ćwiczeń, spacerowałam ale ogólnie byłam na trybie "jestem w ciąży, nie kombinuje", trochę przez strach, więcej przez partnera, który zaczął traktować mnie jak gatunek zagrożony. Ponieważ treningi poszły do lamusa, skupiłam się na żywieniu, naprawdę każdy posiłek analizowałam niczym makler poczynania na giełdzie.

Teraz prawie 5 miesięcy po porodzie uważam, że miało to wpływ na rozwój małej. Córka jest silnym, zdrowym dzieckiem. Jej tatuś już w tym roku był na antybiotykach z powodu zapalenia oskrzeli. a ona nic, mimo że w domu była mała wylęgarnia wirusów.

Jak do tej pory nie ma problemów z brzuszkiem, żadnych kolek, zaparć, itp.

Nie jestem pediatrą, ale uważam że żywienie ma ogromny wpływ na płód, wszystko co  zjemy, gdzieś jest w naszym ciele, krąży i pracuje: witaminy, mikro i makro elementy, białka, węglowodany, tłuszcze. Wszystkie składniki odgrywają jakąś rolę w naszych organizmach.

Przyznaję, końcówka ciąży, III trymestr dał mi trochę w kość i odpuściłam, może nie całkowicie, ale np. pozwalałam sobie na colę (co w I trymestrze nie mieściło mi się w głowie), jadłam słodycze, nawet zupki chińskie mi się zdarzały,ogólnie z rozsądkiem ale dogadzałam sobie. Miałam już trochę dość.
Zdjęcie zrobione rano w hotelu przed wyjazdem do szpitala na cesarskie cięcie, 38 tydzień ciąży.

Ciąże zakończyłam z wagą 76 kg (startowałam z 64 kg) w 38 tygodniu przez cesarskie cięcie. Maleńka była zdrowa, ja bardzo szybko doszłam do siebie, nie mówiłam tego głośno, ale po ściągnięciu szwów, kiedy już nie odczuwałam bólu, zaczęłam analizować to jak wyglądam...

Rozczarowanie, spodziewałam się, że po cesarce po prostu nagle zacznę wyglądać tak jak przed ciążą. No nie... Po 6 tygodniach połogu i konsultacji z lekarzem czy mogę zacząć trenować, nie miał żadnych zastrzeżeń, dostałam zielone światło.

Teraz jestem na diecie, aczkolwiek jest ona tak urozmaicona, że wcale nie czuję się jak na diecie. Posiłki zazwyczaj lądują na moim instagramie

Dopiero wtedy wszystko nabrało tempa, zeszła ze mnie woda. Teraz 09.06 będzie 5 miesięcy jak córka jest na świecie i oto efekty co do tej pory udało mi się wypracować po ciężarnej podróży.

Ze względu na charakter wpisu, przypominam o akcji #czerwiecwruchu, o całej akcji poprzedni post

Nie śpimy, działamy! :)

sobota, 27 maja 2017

#CzerwiecWRuchu Zaintrygowani?

Tik, tak, tik, tak... Czas pędzi nie ubłaganie, lato za pasem, co za tym idzie, bikini... #czerwiecwruchu o akcji dowiedziałam się z bloga Amandy. Co nie oznacza, że tylko ona bierze w tym udział, jest nas więcej:

I cały czas nas przybywa!

Projekt polega na zwiększeniu swojej aktywności w czerwcu, wszystko dokumentujemy zdjęciami, które publikujemy w mediach społecznościowych z #czerwiecwruchu. Jest nutka rywalizacji, bo jednak zdjęcia będą, toteż nie uda się oszukać!

Dodatkowo dawka motywacji, ponieważ możemy obserwować zmagania z samym sobą innych blogerów i nie tylko.

Do uwieczniania oraz monitorowania dziennych działań Joanna Semla, rysownik, stworzyła dla nas kalendarz projektu zaangażowanej w całą akcję Amandy, oraz inne dziewczyny też biorące udział w wydarzeniu. Wszystkie projekty są dostępne tutaj - klik.

Całą akcję zwieńczamy podsumowujący postem z rezultatami :)

Link do wydarzenia na Facebooku, klik.

Krótko o mnie, Marta, lat 26. Mama już prawie 5-miesięcznej córy. Aktywność? 3 razy w tygodniu zajęcia CrossFit, nie ma się czym chwalić, jestem dopiero początkująca. Planuje w dni wolne tj. wtorek, czwartek oraz weekend trening w domu + spacery z wózkiem, co  jest stałym elementem mojego tygodnia. To co, 01.06.2017 zaczynamy!

P.S. Dla motywacji skorzystałam z wyprzedaży na stronie Gym Hero, łapcie dziewczyny leginsy póki gorące :)

Wspierajmy się, bawmy i do dzieła! :)

piątek, 26 maja 2017

Dziennik rozszerzania diety. Marchewka.


Sara 09.06 skończy 5 miesięcy. Szkół odnośnie rozszerzania diety u niemowlaka jest wiele. Pewnie jak większość rodziców rozpoczynających przygodę z karmieniem czymś innym niż mlekiem natknęło się na te same artykuły co ja.
No i to pojawia się zasada: wprowadzanie pokarmów u dzieci  karmionych piersią po ukończonych 6 miesiącach, u reszty od 4 miesiąca.

Przygodę z karmieniem piersią zakończyłam na początku maja, dlaczego zdecydowałam się na pokarm stały tak szybko?

Czytam/czytałam książkę, którą każdemu polecam "Twoje niemowlę tydzień po tygodniu. Poradnik opieki nad maluszkiem". Jest bardzo przejrzysta,bo co nam tytuł sam sugeruje jest podzielona na tygodnie, w których szczegółowo jest opisane karmienie, drzemki, czego można się spodziewać, co robić w danym okresie. Naprawdę wiedza skondensowana w jednej bardzo lekkiej książce (lekkiej nie względu na ilość stron, tylko bardzo łatwej i szybkiej do czytania).



I właśnie w niej wyczytałam, że rodzic jest w stanie zauważyć u dziecka zainteresowanie czymś innym niż mlekiem i to jest znak dla nas, że dziecko jest gotowe na coś nowego.

Tak było u nas mała zaczęła nas obserwować jak jemy, wodziła wzrokiem kiedy widelec kierowaliśmy z talerza do buzi, to już był sygnał, że jest zainteresowana.

Finalnie zdecydowałam się na pokarmy stałe,  kiedy to na komunii, koleżanka, pani pedagog, matka dwójki dzieci poczęstowała moje dziecko bananem. Pierwsze co obruszyłam się i mówię "Ej, ale dietę to się rozszerza od warzyw" na co usłyszałam "A dajże spokój, ja zaczynałam książkowo a córka i tak nic nie je". No cóż nie protestowałam, hehe.

Zachwyt na buzi mojej córki jak poczuła smak banana był bezcenny. Długo nie myśląc, działam. I tak oto.

Poniedziałek, 22.05.2017.
Marchewka zmiksowana z mlekiem modyfikowanym. Początkowo wszystko wypluwała, może nawet nie wypluwała, co wypychała jęzorem całą papkę jaką jej podawałam. Zrobiłam dwa podejścia. W południe i po południu. Cierpliwie, spokojnie, bez stresu i frustracji. Poczuła smak czegoś innego, wystarczyło.



Wtorek, 23.05.2017.
Konsekwentnie trzymałam się tych samych godzin, mój błąd tym razem nie wymieszałam marchewki z mlekiem. Nie była zachwycona. W dalszym ciągu wszystko wypychała jęzorem. 



Środa, 24.05.2017.
Przełom, załapała, że mama daje na łyżeczce mniam, mniam, a nie truciznę. Zjadła wszystko co jej zmiksowałam za pierwszym podejściem. Otwierała szeroko dzioba jak zbliżałam się łyżeczką do jej buzi. 



Czwartek 25.05.2017.
Marchewka z mlekiem pochłonięta. Zakupione śliniaki :)

Mina mówi sama za siebie :)




Piątek, 26.05.2017.
Marchewka pochłonięta.





Jak widać na załączonych obrazkach, dziecko nie sprawia wrażenia, coby poznawanie się z marchewką było przeżyciem traumatycznym. 

P.S. Kupy regularnie i normalne, tyle że koloru marchewki :)
Powodzenia, cierpliwości, ahoj!

Od poniedziałku ziemniaczek :)

środa, 24 maja 2017

Blogowy magiel.

Od początku mojego blogowania naturalnie zaczęłam śledzić, grzebać, czytać, edukować się, inspirować. W internecie ilość blogów jest zatrważająca, większość jednak skupia się na ogólnej tematyce: BEAUTY i FASHION.

Są to tematy bardzo chodliwe bo jednak moda, ubrania, kosmetyki, makijaż towarzyszą nam na co dzień i praktycznie każdej z nas. A jednak w całym tym maglu znalazłam perełkę dla siebie i dla Was. oxinspirationxo.blogspot.com

Dlaczego dla mnie? Bo dotyczy zagadnień, które mnie interesują. Szczególnie teraz kiedy jestem głównie skupiona na macierzyństwie, choć w moim życiu dużo treningu, wszelkich tematów FIT, diety itd. to będę się dzielić z Wami moimi pasjami powoli.

U oxinspirationxo najbardziej przypadły mi do gustu posty z cyklu motywacja. Motywacji każdy z nas potrzebuję każdego dnia, a czasami zamiast jej przydałby się konkretny kop w tyłek. Drugi temat to pochłaniające mnie i pewnie wiele innych zarówno kobiet jak i mężczyzn rodzicielstwo.

Wracając do tematu macierzyństwa, dla mam, które czują się zagubione w całym tym wirze zmian polecam ten wpis. Bo początek podróży "mama" może być zróżnicowany, są tutaj fajne wskazówki jak nie zwariować :)

Następnie to czego nam brakuje w wychowaniu XXI wieku, tak popularne słowo bezstresowe, a tak mało granic. I jak widać chyba każda z nas ma z tym problem, tyle że nie wszystkie potrafimy się do tego przyznać, że jest ciężko, a ile matek tyle sposobów na wytyczanie granic dziecku.

I kiedy brakuje Ci energii i sił do tego wszystkiego. Znajdziesz tutaj post o tym jak zrobić żeby tej energii było więcej :)

Poza tym dużo postów z cyklu "Zrób to sam - DIY" i coby trochę liznąć kultury.




Zaglądajcie, komentujcie, lajkujcie! :)

Pozdrawiam mrs,mummy2be

wtorek, 23 maja 2017

List do mamy od córki.

Dzień Matki, 26 maj, święto mamy tuż, tuż.


Droga Mamo,

dziękuję Ci za cierpliwość, teraz mając 26 lat na karku, analizując nasze wzloty i upadki, wiem jak dużo kosztowało Cię cierpliwości i poświęcenia wychowanie mnie. Nigdy mnie nie zawiodłaś, raz jest lepiej, raz jest gorzej, ale zawsze stoisz za mną murem.

 Nauczyłaś mnie wiary w siebie, że mam być silna, że mogę wszystko, że jeśli nie drzwiami to oknem. Obserwowałam Ciebie, jaką byłaś żoną, matką, wyłuskałam z Twoich zachowań i rytuałów to co dla mnie najlepsze.

 Nie wszystko,  nie wyobrażam sobie być tak oddana  mężczyźnie jak byłaś Ty, toteż Mój wie, gdzie leży żelazko, że zmywarka sama się nie włączy a i śmieci nie wyniosą.

Akceptowałaś wszystkie moje wybory, które nie ma co się oszukiwać, nie zawsze odpowiadały Twojej wizji mojej przyszłości, ale mimo to byłaś ze mną i przy mnie. Jak byłam mała i chciałam grać w tenisa, to grałam, jak jednak skakać do wody, skakałam. Kiedy powiedziałam, że nie idę na studia, tylko jadę do szkoły wizażu do Warszawy, to pojechałam, zrobiłam.

Nigdy nie usłyszałam: a nie mówiłam.

Trzymałaś mnie za rękę, kiedy robiłam pierwszy tatuaż. "Tylko nic nie mów ojcu, jak coś ja o tym nic nie wiedziałam"

Płakałaś ze mną, kiedy walił mi się świat. Głaskałaś po głowię i zawsze powtarzałaś, to minie.

Kiedy rozbiłam Twój samochód, nie krzyczałaś, nie dałaś szlabanu. "To tylko samochód, naprawi się."

Swoim podejściem do mnie spowodowałaś, że nigdy się nie buntowałam. Miałam jasno wytyczone granicę, których się trzymałam, wiedziałam kiedy jest czas na żarty, a kiedy na pracę. Zawsze mogłyśmy się dogadać.

Zaufałaś mi, umożliwiając mi w tak młodym wieku mieszkać samej, nie ciągnęłaś mnie za fraki na wieś, bo tak ma być i już!

I w końcu, nie poddałaś się, kiedy ojciec nas zostawił. Chociaż zostawił obraz jak po wojnie, to wstałaś, otrzepałaś się i brnęłaś dalej. Padłaś? Powstań! Popraw koronę i zasuwaj. Dla mnie, dla siostry.

Ciężko pracujesz dniami i nocami żeby wszystko miało ręce i nogi.

Tak samo dobrą robotę zrobiłaś z siostrą, na którą patrząc, myślę, że obie możemy powiedzieć, że jesteśmy z niej dumne.

Odegrałaś swoją rolę bardzo dobrze, powinnaś za nią dostać Oskara. Mogę być taka jak Ty.

Jestem dumna, kocham.


Córka.




poniedziałek, 22 maja 2017

Dziennik: rozszerzanie diety. Dzień I.

Poniedziałek, dzień jak co dzień. A jednak jakiś inny, postanowiliśmy rozpocząć rozszerzanie diety naszej małej.

I tak jak każdego dnia wstałyśmy koło 8. Mleko, zabawa, drzemka, sprzątanie, przygotowywanie posiłku na dietę no i marchewkowego dania dla córy. Poszłyśmy na spacer, po powrocie postanowiłam atakować z nowym punktem programu "kształtowanie małego człowieka". Jeść się przecież musi nauczyć, całe życie nie będzie leciała na butelce. :)

I tak upaprane w marchewce, ale zadowolone mamy nasz pierwszy posiłek za nami. Co prawda marchewkowy potwór nie wie jeszcze, że jak mamusia daje coś na łyżce to można to połykać, że nie samą butlą człowiek żyje, ale to wypracujemy.




Omniom mniom :)





Oto i on marchewkowy potwór! 






czwartek, 18 maja 2017

Karmienie piersią naturalną metodą antykoncepcji?

Czy karmiąc piersią można ustrzec się kolejnej ciąży?

Faktów i mitów związanych z karmieniem piersią jest mnóstwo. Jednym z nich jest mit jakoby karmienie piersią miało zapobiegać ciąży. Podzielę się z Wami moimi doświadczeniami.

Córkę urodziłam 09.01.2017 przez cesarskie cięcie, laktacja ruszyła mi po trzech dniach od porodu. Do maja moja pociecha była małym cycucholikiem, nie dla mnie było przystawianie dziecka na żądanie, szkoła rodzenia wbiła mi do głowy zasadę karmienia co 2-3h. Trzymałam się tego co umożliwiło mi rozpoznawać od samego początku potrzeby mojego malucha.

Po przyjeździe do domu po porodzie pierwsze co to założyłam zeszyt w którym zapisywałam od godzin karmienia, z której piersi, godzin drzemek, ilość zmienionych pieluszek, notowałam dosłownie wszystko nawet co sama jadłam (na wypadek występujących jakichkolwiek dolegliwości u nowego członka rodziny) chyba to pomogło mi w dobrej komunikacji z córką, starałam się ją rozgryźć.

Po porodzie rozpoczął się magiczny okres sześciotygodniowego połogu. Bardzo zależało mi na szybkim powrocie do treningów, dlatego już na 1 marca 2017 umówiłam się do swojego lekarza prowadzącego na wizytę kontrolną. Taki był warunek postawiony przez mojego narzeczonego, jeśli dostanę zielone światło do treningów mogę zacząć.

1 marca 2017 wizyta i moje zdumienie. Pan doktor zrobił mi badanie USG, po czym poinformował mnie, że właśnie mam owulację. Zdębiałam. Tyle się nasłuchałam że bez stresu, że karmienie piersią zapobiega ciąży, że to przez prolaktynę, że żadnych dodatkowych środków antykoncepcji, itd. Gówno prawda!

Dziewczyny mój organizm po sześciu tygodniach pracował na najwyższych obrotach i był w stanie zafundować mi kolejnego bobasa, nic sobie miał z tego że karmiłam piersią!

Nie słuchajcie bredni, że karmienie ma cokolwiek wspólnego z zabezpieczaniem się. Jeśli chcecie poczekać z kolejną pociechą pamiętajcie o antykoncepcji. O tabletkach jednoskładnikowych, które można stosować przy karmieniu bądź klasycznych prezerwatywach.


Pozdrawia Mały Mlekopijca :) Ahoj!